LEX SZARLATAN: CO DALEJ? USTAWA ZATRZYMANA. TO JESZCZE NIE KONIEC
Miała zmienić zasady gry. Sejm ją uchwalił, Senat wprowadził poprawki, a potem przyszła decyzja Prezydenta. Co to oznacza dla masażystów, terapeutów i całej branży SPA & Wellness?
Jeśli w ostatnich miesiącach słyszeliście hasła „Lex Szarlatan”, „koniec masażystów” albo „zakaz terapii alternatywnych” — czas uporządkować informacje.
Bo sytuacja na dziś jest zupełnie inna, niż sugerowały niektóre nagłówki.
STOP. CZY „LEX SZARLATAN” JUŻ OBOWIĄZUJE?
Nie.
I to jest najważniejsza informacja.
12 maja 2026 r. Rada Ministrów przyjęła projekt zmian w ustawie o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta. Następnie projekt przeszedł przez parlament. Sejm uchwalił ustawę 3 lipca, a w lipcu zajmował się nią Senat.
I wtedy wydarzyło się coś, co ponownie zmieniło sytuację.
20 sierpnia 2026 r. Prezydent nie podpisał ustawy. Skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli prewencyjnej.
Czyli?
Na dziś masażyści nie muszą zamykać gabinetów.
Nie ma żadnego „zakazu masażu”.
Nie ma końca branży SPA.
Nie ma ustawy, która zabraniałaby wykonywania zawodu masażysty.
Co więcej, już na etapie prac nad projektem Rzecznik Praw Pacjenta wyraźnie wskazywał, że regulacja nie ma ograniczać legalnych aktywności takich jak masaż, kosmetologia, podologia czy joga. Problemem miały być sytuacje, w których niesprawdzonym metodom przypisuje się działanie lecznicze albo nakłania chorych do rezygnacji z diagnostyki czy konwencjonalnego leczenia.
ALE UWAGA — TO NIE ZNACZY, ŻE TEMAT ZNIKNĄŁ
I tutaj robi się naprawdę ciekawie.
Prezydent, kierując ustawę do Trybunału Konstytucyjnego, jednocześnie zapowiedział własną inicjatywę legislacyjną przeciwko szarlatanom.
Czyli państwo nie mówi:
„Zapominamy o pseudomedycynie”.
Wręcz przeciwnie.
Przekaz jest raczej taki:
problem zostaje, ale sposób jego rozwiązania może się jeszcze zmienić.
I dlatego branża masażu, wellness, beauty i terapii manualnych powinna obserwować sytuację.
Nie po to, żeby panikować.
Po to, żeby być przygotowaną.
CZY MASAŻYSTA MA SIĘ CZEGO BAĆ?
Jeśli wykonujesz masaż i uczciwie opisujesz swoją usługę — nie ma powodu do paniki.
Problem zaczyna się wtedy, gdy z masażu robimy w reklamie leczenie wszystkiego.
I właśnie tutaj może przebiegać najważniejsza granica.
Inaczej brzmi:
„Masaż relaksacyjny – odprężenie, relaks i chwila dla siebie.”
A inaczej:
„Masaż leczy migrenę, nadciśnienie, depresję, choroby tarczycy i usuwa przyczynę bólu.”
To nie jest tylko kwestia marketingu.
To jest kwestia odpowiedzialności za to, co obiecujemy klientowi.
NAJWIĘKSZY BŁĄD? MYŚLENIE, ŻE WYSTARCZY ZMIENIĆ NAZWĘ USŁUGI
Nie chodzi wyłącznie o to, czy w cenniku mamy napisane:
„masaż”,
„terapia”,
„zabieg”,
czy „sesja”.
Znaczenie ma również to, co faktycznie obiecujemy klientowi.
Jeżeli masażysta reklamuje usługę jako sposób leczenia konkretnej choroby, może wejść w obszar, który jest zupełnie inny niż zwykła usługa relaksacyjna czy wellbeingowa.
Dlatego warto już teraz zrobić mały audyt swojej komunikacji.
SPRAWDŹ SWÓJ GABINET W 15 MINUT
Wejdź na swoją stronę internetową.
Otwórz Instagram.
Sprawdź Facebooka.
Zobacz Google.
Przejrzyj cennik.
I zadaj sobie pięć pytań:
1. Czy obiecuję leczenie?
Jeżeli tak — zatrzymaj się i zastanów, czy masz kompetencje oraz podstawę prawną do takiego komunikatu.
2. Czy sugeruję, że zastępuję lekarza albo fizjoterapeutę?
Jeżeli tak — to zdecydowanie sygnał ostrzegawczy.
3. Czy mówię klientowi, że dzięki mojej metodzie nie potrzebuje diagnostyki?
Tego typu komunikacja jest szczególnie ryzykowna.
4. Czy używam słów „gwarantuje”, „leczy”, „usuwa chorobę”, „wyleczy”?
Warto bardzo dokładnie przeanalizować kontekst takich sformułowań.
5. Czy klient rozumie, czym naprawdę jest moja usługa?
Jeżeli oferujesz masaż relaksacyjny — komunikuj masaż relaksacyjny.
Jeżeli działasz w obszarze wellness — mów o wellness.
Jeżeli świadczysz świadczenia zdrowotne w ramach swoich uprawnień — komunikuj je zgodnie z rzeczywistym zakresem kompetencji.
I TERAZ NAJWAŻNIEJSZE:
LEX SZARLATAN NIE JEST „USTAWĄ PRZECIW MASAŻYSTOM”
To bardzo ważne, bo w internecie łatwo stworzyć sensacyjny przekaz:
„MASAŻYŚCI NA CELOWNIKU!”
Tylko że rzeczywistość jest bardziej skomplikowana.
Celem regulacji było przede wszystkim uderzenie w pseudomedycynę, oszustwa, dezinformację zdrowotną oraz osoby przypisujące niesprawdzonym metodom działanie lecznicze.
Dlatego profesjonalny masażysta nie powinien patrzeć na tę sytuację wyłącznie jak na zagrożenie.
Może spojrzeć na nią również jak na szansę na uporządkowanie rynku.
BO PROFESJONALIZACJA BRANŻY MOŻE NAM SIĘ OPŁACIĆ
Od lat w branży SPA & Wellness funkcjonują obok siebie osoby świetnie wykształcone i takie, które w weekend zrobiły kurs, a w poniedziałek zaczęły „leczyć wszystko”.
I to właśnie takie praktyki psują reputację całego środowiska.
Profesjonalny masażysta powinien móc powiedzieć:
„Wiem, co potrafię. Wiem, czego nie potrafię. I wiem, gdzie kończą się moje kompetencje.”
To nie odbiera wartości masażowi.
Wręcz przeciwnie.
Buduje zaufanie.
CO WIĘC DALEJ?
Na dziś:
Lex Szarlatan nie obowiązuje w kształcie ustawy uchwalonej przez parlament, ponieważ Prezydent skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego.
Jednocześnie temat pseudomedycyny nie znika.
Prezydent zapowiedział własny projekt, a Ministerstwo Zdrowia nadal uważa wzmocnienie ochrony pacjentów za potrzebne.
Dlatego nie pytajmy wyłącznie:
„Czy Lex Szarlatan zabierze pracę masażystom?”
Lepsze pytanie brzmi:
„Czy moja firma jest gotowa na większą odpowiedzialność za to, co obiecuję klientom?”
Bo niezależnie od tego, jaki będzie ostateczny kształt nowych przepisów, jedna rzecz raczej się nie zmieni:
rynek będzie coraz bardziej potrzebował specjalistów, którzy potrafią pracować profesjonalnie, komunikować się uczciwie i nie sprzedają klientom fałszywej nadziei.
I to jest dobra wiadomość.
Dla masażystów.
Dla fizjoterapeutów.
Dla branży SPA.
I przede wszystkim — dla klientów.
A więc: PANIKA CZY PRZYGOTOWANIE?
PANIKI — NIE.
PRZYGOTOWANIA — ZDECYDOWANIE TAK.
Sprawdź swoją stronę.
Sprawdź reklamy.
Sprawdź opisy zabiegów.
Sprawdź social media.
I zastanów się, czy Twoja komunikacja pokazuje profesjonalistę, czy przypadkiem obiecuje klientowi więcej, niż rzeczywiście możesz mu zagwarantować.
Bo być może największą zmianą, jaką przyniesie „Lex Szarlatan”, nie będzie zakaz wykonywania masażu.
Tylko koniec ery „obiecuję wszystko wszystkim”.
I może właśnie tego nasza branża potrzebowała.
Klaudia Romanowska
SPApower